Chodź do nas! Mamy yerba mate…

2017-09-25

Picie yerba mateChodź do nas! Mamy yerba mate…

W piciu yerba mate najprzyjemniejsze jest… zarażanie pasją innych ludzi. Cudowny napój nadal pozostaje zagadką dla zdecydowanej większości naszych znajomych i przyjaciół. Duża część coś słyszała, jednak nigdy nie zdecydowała się posmakować. Ja już przekonałem do spróbowania kilka osób, z czego jestem dumny. Jak to zrobić?


Na pewno nie ma jednej recepty i każdego może przyciągnąć coś innego. Ktoś polubi smak tradycyjnej mate, komuś innemu posmakuje ziołowa mieszanka, trzecia osoba będzie zadowolona z dobrego, długotrwałego pobudzenia. Mój przyjaciel przyjechał do mnie w odwiedziny i od razu zasmakował w mate. Co ciekawe, polubił tradycyjną, mocną -  taką, jaką ja lubię (na początku swojej drogi preferowałem „ziołówki”). Trafiłem w gust przyrządzając klasyczną paragwajską Kurupi. Przyjaciel nie pije kawy, więc starałem się uważać z ilością przyrządzanego suszu. Udało się mimo wszystko. Pierwsze matero wypite ze smakiem, po pewnym czasie dolewka. Kolejnego dnia również przyszła ochota na mate. Jestem przekonany, że gdy będzie okazja, przyjaciel znów skusi się na yerbę. Niewiele jest osób, które już od początku zasmakują w tradycji.

Kolejnym sympatykiem został mój brat - częstowałem wiele razy i naprawdę mu się spodobało jako dobra alternatywa dla kawy. Dobre i długotrwałe pobudzenie, ciekawy smak, coś innego niż zwykle – kiedy tylko brat mnie odwiedza, serwuję mu mate. Zaczynałem od mieszanek ziołowych i owocowych, by stopniowo przechodzić do klasyki (Pajarito, Rosamonte). Zawsze częstuję go nowymi smakami. Wybrałem taką samą drogę, którą przechodziłem ja – od mieszanek po mocne, tradycyjne marki, w których gustuję do dziś. Brat akcentując serię obcojęzycznych wyrazów z  rozbawieniem mówi, że pije u mnie „Pajarito w matero z palo santo przez bombillę z alpaki”.

Yerba mate od czasu do czasu pije również moja mama. Jako wieloletni kawosz chciała spróbować alternatywy. Z początku nie smakowało, z czasem coraz bardziej podobały się mieszanki, później również przyszedł czas na klasykę. Gdy jestem w domu, przygotowuję napój dla siebie i dla niej, szczególnie gdy jest coś ciekawego do spróbowania. Na stole dumnie prezentuje się matero z bombillą, a w szafie cały czas siedzi Pajarito, które tylko czeka na swoją kolej.

Z doświadczenia wiem, że mate najrzadziej smakuje zatwardziałym tradycjonalistom, bo albo są negatywnie nastawieni przy smakowaniu, albo nawet nie chcą spróbować. Nie wierzę jednak, że nie da się ich przekonać do napoju. Trzeba się tylko mocniej napracować. Odnoszę wrażenie, że trochę szkodzi w spróbowaniu odpowiedź na pytanie: „Jak to smakuje?”. Uproszczone i tak naprawdę żartobliwe „papierosy w sianie zalane wodą” nie są dobrą odpowiedzią (założę się, że nikt nie próbował takiej mieszanki mimo aromatycznych podobieństw do wspomnianych składników). Powszechny skrótowy opis nie pomaga. Dotychczas najlepszą metodą jest po prostu: „Sam spróbuj, zobaczysz”. No i nie walenie z grubej rury. Pół matero Pajarito w pierwszym zalaniu rzadko jest dobrym wyborem dla początkującego. Mieszanki owocowe, „ziołówki”, drugie zalanie klasycznego suszu, z czasem zaznajamianie się z mocniejszymi smakami aż po różne mate-eksperymenty – taką widzę drogę od początkującego do konesera.

Najważniejsze jest dostosowanie, zarówno do nastawienia (tradycjonalista czy smakowy liberał?) jak i obecnych preferencji (kawa czy herbata?). Do mate trzeba się przyzwyczaić, więc przeciąganie na „naszą stronę mocy” musi być procesem. Stopniowe urozmaicanie to kolejna ważna wskazówka. Mate nie poznaje się od razu, z mate się romansuje.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel