Mleczna mate – spokój, słodycz i relaks

2017-07-17

Mleczna mate – spokój, słodycz i relaks

Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak przygotować mate, by nadać jej niebanalny i nowy smak? A może wychowałeś się na wsi, gdzie często pod wieczór piłeś szklankę mleka prosto od krowy? Miałem to szczęście, że na oba pytania odpowiem twierdząco. Tym razem postanowiłem do swojego matero wlać ciepłe mleko.

Moja Rosamonte już czekała w naczynku. Pyłki usunięte, susz elegancko ułożony na boku tak, aby pierwsze mililitry lepiej się wchłaniały. Ostatnio wypiła trochę piwa, rozochociła się - orzeźwiała i pobudzała mocniej niż zwykle. Tym razem postanowiłem spędzić z nią wieczór w trochę spokojniejszym towarzystwie. Bardzo chciałbym wlać do matero choć trochę mleka, które pamiętam z dzieciństwa – nieobrabianego, naturalnego, prosto od krowy wydojonej przez babcię. Te czasy jednak minęły. Kupiłem litrowy karton w sklepie. Miałem wrażenie, że i tak będzie dobrze. Zdecydowałem się na 1,5%, by nie było zbyt tłuste, ale też nie straciło swojego charakteru.

Pierwsze mililitry powoli łączyły się z mate. Nie było to nagłe wchłonięcie, zachłyśnięcie się płynem. Powoli poznawały się dwa światy, pozornie odległe. Z jednej strony mleczne: spokój i łagodność, z drugiej - orzeźwienie, pobudzenie i moc. Świat dzieciństwa i beztroski oraz dorosły świat wrażeń i aktywności. Mate powoli przyjmowała biały płyn. Nieśmiało wydzielał się aromat już nie tak mocny i nie roznoszący się po okolicy. Tym razem był spokojny, lekko przytłumiony, ale gdy już dotarł do moich zmysłów, dał nowe wrażenia. Nie sądziłem, że mate może wydzielać taki zapach. Wyczuwałem mleczną słodycz, przez którą nieśmiało przechodziła roślinno-ziemisto-różana woń.

Nie zawiodłem się, gdy wypiłem pierwszy łyk. Od razu wyczułem różnicę w konsystencji. Była wyraźnie gęstsza, idealna do picia stopniowego, powolnego sączenia, a nie spożycia łyk za łykiem. Aromat nie oszukiwał – coś ujarzmiło mate, ale go nie zabiło ani nie zniewoliło. I wyczułem, co to mogło być. Naturalna słodycz i większa gęstość podgrzanego mleka zatrzymywały, spowalniały dobrze mi znaną, wyrazistą Rosamonte. Już nie taka „szorstka”, ale tym razem spokojna jak nigdy. Nie smakowały mi słodzone mieszanki mate, ale teraz uświadomiłem sobie – tak powinna smakować yerba na słodko. Inny smak szedł w parze z innym wpływem na organizm. Pobudzenie bardziej do relaksu niż do mocnego działania. Raczej do rozmyślania przed snem niż do porannego kopa energii.

Mimo że smakowałem mlecznej mate w lecie, po spróbowaniu wyobrażałem sobie śnieg i mróz na dworze, a ciepły kominek i wygodny fotel w domu. Mam wrażenie, że w takich okolicznościach będzie pasować idealnie. Wrócę do niej za jakiś czas, gdy przyjdzie ochota na relaks ciepły, słodki i spokojny.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel