Wlałem piwo do matero i… powtórzę to z przyjemnością

2017-07-03

Wlałem piwo do matero i… powtórzę to z przyjemnością

Gorący dzień pełen wrażeń. Po dobrze przepracowanym piątku warto się zrelaksować. Nie ma jak świeżo zalana yerba mate w promieniach popołudniowego słońca. Nie ma to jak zimne, dobre piwo z dobrą „zagrychą”. A gdyby tak połączyć te dwa wspaniałe smaki? Czytałem, że się da. Postanowiłem spróbować. 

Do matero wsypałem Rosamonte. Jedna z moich ulubionych mate zawsze wydawała mi się dobra zarówno na ciepło, jak i na zimno. Gdy przeczytałem, że da się łączyć susz z sokiem pomarańczowym, mlekiem lub piwem, od razu zastanawiałem się, jak w „eksperymencie” zaprezentuje się jedna z najlepszych argentyńskich marek. Nie chciałem wybierać mate smakowych, gdyż te same z siebie są już gotowymi mieszankami. Byłem ciekaw połączenia klasyki z inną klasyką.

Popełniłbym zbrodnię, gdyby zalał Rosamonte zwykłym piwnym „koncerniakiem”. Jestem bardziej smakoszem mate niż piwoszem, jednak potrafię rozróżnić smak dobrego, regionalnego lub kraftowego piwa od przeciętnej, przemysłowej produkcji. Postanowiłem więc dla mojej Rosamonte wybrać dobrego kompana. Wybór padł na tradycyjny, mocno chmielony lager polskiej marki znanej z jakości piwa, a nie z wielkości produkcji.

Piwo posmakowało mojej Rosamonte, bo pierwsze mililitry wypiła dość szybko. Napój wsiąkł dość szybko i sprawnie. Od razu wystąpiła mocna piana, uwalniane aromaty chmielu i yerba mate tworzyły ciekawą, przenikającą się całość. Już po kilku wdechach wiedziałem, że dojdzie do zderzenia dwóch mocnych, ciekawych smaków. Po powolnym uzupełnieniu objętości naczynia (musiałem dolewać piwo stopniowo, bo listki osiadały na coraz większych piwnych bąbelkach) przyszedł czas na spróbowanie. Całość wyszła mocno goryczkowa. Słodowość, chmiel piwa i gorycz tradycyjnej mate bardzo ciekawie się przenikały, nie walcząc ze sobą. Wydawało się, że potęga smaku nie pozostawi miejsca na nic innego, jednak gdzieś między nimi wygodnie ułożyła się „róża” mojej Rosamonte. Mam wrażenie, że dla początkującego lub zwolennika lżejszych smaków byłoby zbyt gorzko, jednak dla mnie efekt jest niezwykły. Wrażenia węchowe były równie ciekawe. Po wypiciu mieszanki wdychałem orzeźwiający aromat piwnej mate.

Połączenie to moc, energia, pobudzenie, orzeźwienie i ugaszenie pragnienia. Ma tylko jeden minus – nie można pić jej zbyt dużo z wiadomych, „procentowych” względów. Zalecana jest też ostrożność przy dobraniu odpowiednich proporcji suszu i alkoholu, by pobudzenie nie było zbyt mocne.

Mate to również ciekawy temat dla producentów piw, a część produktów plasuje się naprawdę wysoko w branżowych rankingach. To ciekawy kierunek piwnej rewolucji i mam nadzieję, że zostanie on też szerzej odkryty przez rodzimych producentów. Kto wie? Może tak jak różnego rodzaju IPA, piwa pszeniczne, miodowe, również piwo z mate stanie się szerzej dostępne.

Piwne połączenie to raczej męski, konkretny smak, szczególnie jeżeli wybiera się napój mocno chmielowy i klasyczną yerbę z dużą mocą. Mimo to jest tyle rodzajów piw i tyle rodzajów mate, że każdy mix będzie dawać nowe wrażenia. Ze względów praktycznych zostanę przy tradycyjnym zaparzaniu, jednak gdy przy weekendzie będę potrzebował orzeźwienia, zdecyduję się na ciekawą, relaksującą mieszankę.

Na zdrowie!




Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel